Blog > Komentarze do wpisu
wAżNe... WaŻnIeJsZe... nAjWaŻnIeJsZe...
Ciężki czas minął.... Dziś może trochę pozytywniej...

Sama się przepraszam za ostatni wpis... Ciężki czas minął... do następnego okresu... Kobiety mają przewalone, szczególnie te, które mają zachwianą "gospodarkę hormonalną"....

Ostatniego wpisu nie da się czytać. Myślę, że do czytania nadają się jedynie: "Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie.... pokochałabyś mnie i Ty" i "Kobieta i jej demony nastolatki". Aha jeszcze komentarze do 1 wpisu "Mój pierwszy raz..."

Wczoraj wieczorem siedziałam przy chłopcach jak zasypiali, zaczęłam się modlić i zastanawiałam się o co chcę poprosić, za co tak na prawdę mam przepraszać i dziękować. Zaczęłam myśleć jak w ogóle się czuję ze swoim życiem i doszłam do wniosku, że nie mam powodu czuć się nieszczęśliwa.

To inni wmówili mi, że moje życie jest niewiele warte, że tak na prawdę nie robię nic pożytecznego, że nic w życiu nie osiągnęłam, że moje małżeństwo to pomyłka, że M. nie jest dobrym ojcem i mężem. To ONI robią ze mnie męczennicę, która sobie nie potrafi z niczym poradzić. To wszyscy na około robią ze mnie złą matkę, żonę, córkę, siostrę, przyjaciółkę, gospodynię domową, członka społeczeństwa.

To nie jest tak, że ja nie dostrzegam swoich wad i błędów, ale każdy je popełnia i nikt nie jest doskonały. Wiem w czym jestem dobra a do czego mam się nie pchać.

Nigdy nie chciałam, żeby wszyscy uważali moje dzieci za super wychowane, chcę (tak jak każda matka) by były szczęśliwe i jeśli np. komuś nie pasuje, że R. czy G. przeszkadza gdy "dorośli" rozmawiają to trudno. Oni też potrzebują mojej uwagi nawet przy innych. Niech każdy wychowuje własne dzieci po swojemu.

Tak na prawdę jaką jestem żoną a M. mężem i ojcem to wiemy tylko my. Ja mogę na niego narzekać, bo nie jest idealny. Dużo się bawi i wygłupia z chłopcami ale to przecież przemawia tylko na jego korzyść (nawet jeśli robią przy tym mnóstwo hałasu co może komuś przeszkadzać).

Jaką jestem córką i siostrą? staram się nie wykorzystywać swoich bliskich i pomagać im jeśli trzeba, ale niestety różnie to wychodzi.

Przejdę do następnego wątku czyli gospodyni domowa. Tak się załamuję tym, że mieszkamy w podnajmowanym mieszkaniu, że nie mamy nic swojego, że wiecznie mam bałagan. Dlaczego? Znowu ta sama odpowiedz.

Bo wszyscy uważają, że powinnam się z tego powodu źle czuć, dążyć do czegoś własnego i zawsze mieć wszystko na swoim miejscu

(czego ja nie potrafię zrobić bo jestem koszmarną bałaganiarą). Pewnie, że chciałabym własne mieszkanie, które mogłabym urządzić po swojemu, ale na razie nie mam takiej możliwości. Nie jest dobrze, ale przecież mieszkamy sami i czujemy się swobodnie. Na razie to musi nam wystarczyć więc po co o tym gadać i się nad tym rozwodzić?

Wiem, że wszyscy na około przejmują się też moją pracą. Nie ma takiej potrzeby. Czym później pójdę do pracy tym szczęśliwsze będą moje dzieci, a ja mogę narzekać na brak kontaktu z ludźmi i kasy na ciuchy itd. (tego nikt mi nie zabroni). Fajnie jest mieć swobodę w wydawaniu pieniędzy, ale podejrzewam, że ja mogłabym zarabiać miliony a i tak byłoby mi wiecznie mało. Poza tym jeśli mam do wyboru: zostać z dziećmi  i troszkę ponarzekać albo mieć pieniądze i narzekać to wolę to pierwsze:)

"Nasze życie jest takie jakim je uczyniły nasze myśli". To jest takie trafione. Mam tyle powodów by być szczęśliwą. Przecież tak na prawdę byśmy byli szczęśliwi wystarczy mieć cel w życiu, jakiś plan na siebie i marzenia. Wystarczy to wszystko realizować a przy tym nie trzeba wiele robić. Przecież nie muszę wszystkim się podobać, nie wszyscy muszą mnie lubić, nie wszystko muszę potrafić zrobić.

Całe życie staram się sprostać wymaganiom innych (czasem tylko wydaje mi się, że ktoś tego ode mnie oczekuje i to mi wystarczy).  Niestety potrzebę "doskonałości" mam tak silnie wbitą w głowę, że się jej nie pozbędę i nadal będę wszystko robić by wszyscy byli zadowoleni i załamywać się, że znów mi nie wyszło. Po co to wszystko? I tak wszyscy będą o mnie mówić, że znów mi to nie wyszło czy tamto.

wtorek, 07 grudnia 2010, jaaleksandrak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/11 04:08:44
Napisałaś: "Niestety potrzebę "doskonałości" mam tak silnie wbitą w głowę, że się jej nie pozbędę i nadal będę wszystko robić by wszyscy byli zadowoleni i załamywać się, że znów mi nie wyszło." Z całości Twojego wpisu można się domyślic, że diagnoza, jaką sobie postawiłaś na końcu, jest trafna. Jesteś dobrym obserwatorem siebie samej i to super, bo umiesz z tego korzystać i dzięki temu dobrze sobie radzić w życiu.
A z potrzebą doskonałości rzeczywiście jest kłopot - z jednej strony działa motywująco, z drugiej często jest przyczyną niezadowolenia, z siebie, z życia, z różnych rzeczy (piszesz np. o bałaganie, o M., relacjach z rodziną), no i może dobrze by było, żeby to niezadowolenie zawsze okazywało się konstruktywne, ale niestety, często jest dokładnie odwrotnie...
Z tego zdania, które zacytowałam, wynika też, że niekoniecznie chodzi tu o TWOJĄ potrzebę, wygląda na to, że i inni tej doskonałości z Twojej strony oczekują - dlaczego tak się dzieje, nie wiem, ale Ty pewnie wiesz... I może warto by było coś zrobić, żeby nie poddawać się tej presji, skoro nie za dobrze się z tym czujesz i przeszkadza Ci to w cieszeniu się własnym szczęściem - choć i tak wyczuwam w Tobie osobę radosną i życiową optymistkę... i tak trzymaj!
Pozdrawiam
-
2010/12/13 12:51:19
Dzięki:) Trochę mnie pocieszyłaś:)
Moja psycholog też kiedyś mi powiedziała, że sama sobie diagnozy stawiam. Tylko obserwowanie siebie i swoich bliskich mi pozostał;)
Raczej powiedziałabym, że jestem realistką;)
Pozdrawiam..